Główni gracze to amerykańskie koncerny zbrojeniowe, które w 2024 roku przejęły kontrolę nad europejskim rynkiem metali ziem rzadkich. Akcja rozgrywa się na Starym Kontynencie, gdzie trwa wyścig o kluczowe surowce do produkcji nowoczesnej broni. Powód? Chiny, mimo zawieszenia handlowych sporów z USA, nadal blokują dostawy dla przemysłu zbrojeniowego, przez co ceny i znaczenie zapasów poza Chinami wystrzeliły w górę. Amerykanie działają szybko i agresywnie – w trzy dni domykają transakcje, podczas gdy europejscy konkurenci potrzebują na to nawet miesiąca. Tak wynika z raportu Bloomberg opublikowanego w grudniu 2024 roku [1].
Dlaczego rynek sie myli
Europejskie firmy próbują odnaleźć się w tej rozgrywce, ale ich działania przypominają chaotyczne łapanie ostatnich okruchów ze stołu. Tim Borgschulte z Noble Elements nie owija w bawełnę: „Sprzedaż jednej tony terbtu Amerykanom to kwestia dni, Europejczykom – tygodni”. Skąd ta różnica? Amerykanie wykorzystują przewagę kapitałową i skalę, zabezpieczając dostawy na każdym etapie łańcucha. Efekt: dostawcy chętniej podpisują umowy z USA, a europejskie magazyny pustoszeją [1][2][4].
Jak Amerykanie wyprzedzili Europe
Zapotrzebowanie rośnie, bo metale ziem rzadkich to podstawa nie tylko czujników czy silników fregat, ale i dronów oraz myśliwców. Źródła z branży ostrzegają: jeśli obecny trend się utrzyma, Europa może zostać bez surowców już za kilka miesięcy. Amerykańska agresja na rynku zostawia niemieckim firmom resztki – i to po zawyżonych cenach [2][1].
Thorsten Benner z Global Public Policy Institute w Berlinie nie ma złudzeń: „Europejscy sojusznicy muszą zacząć grać zespołowo, jeśli chcą uniezależnić się od Chin”. Waszyngton nie czekał na rozwój wydarzeń – zainwestował 400 milionów dolarów w MP Materials, gwarantując minimalne ceny na dekadę.
