ESG, klimat i energia: deregulacja w Europie, kryzys mocy dla AI i rosnące koszty katastrof pogodowych

W tygodniu 11–18 grudnia 2025 r. instytucje UE drastycznie uprościły obowiązki raportowania zrównoważonego rozwoju,

Minione siedem dni przyniosło gwałtowne przesunięcia w globalnej polityce klimatycznej, regulacjach ESG oraz sektorze energetycznym. W Unii Europejskiej politycy ograniczyli skalę nowych obowiązków raportowych nawet o 80–90%, tłumacząc to ochroną konkurencyjności firm. Równolegle COP30 w brazylijskim Belém zakończył się porozumieniem w sprawie potrojenia finansowania adaptacji klimatycznej do 2035 r.]] lecz już bez uzgodnienia planu odchodzenia od paliw kopalnych. W tym samym czasie ekstremalne powodzie w Sri LanceMaroku i w regionie Pacyfiku Północno‑Zachodniego w USA i Kanadzie pokazały skalę kosztów opóźnionej adaptacji. Cyfrowa rewolucja, napędzana przez modele generatywne AI, zaczęła błyskawicznie przejadać globalne zasoby mocy, a centra danych stały się jednym z najważniejszych nowych graczy na rynku energii.

Na to wszystko nakłada się narastająca niestabilność polityczna – w USA administracja Donalda Trumpa wycofuje kluczowe normy efektywności paliwowej, co wprost zwiększa emisje sektora transportu. W tle widać też rosnącą rolę Globalnego Południa na rynku zielonych finansów, przyspieszający wyścig o czystą energię między ChinamiUSA i Europą oraz nadchodzące wejście w życie regulacji EUDR]] która ma odciąć rynek unijny od produktów związanych z odlesianiem. Dla Polski ten tydzień oznaczał jednocześnie mniejsze obciążenia regulacyjne, nowe szanse w morskiej energetyce wiatrowej i rosnące ryzyka klimatyczne.

Najgłębszą zmianę regulacyjną w Europie przyniósł pakiet Omnibus I, który Parlament Europejski i Rada UE formalnie zatwierdziły 16 grudnia]] Pakiet zmienia kluczowe dyrektywy: Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) oraz Corporate Sustainability Due Diligence Directive (CSDDD). Po raz pierwszy od lat unijne przepisy nie poszerzają obowiązków raportowych, lecz je ograniczają. Liczbę spółek objętych CSRD zmniejszono o około 90% – z około 50 tys. do niespełna 5 tys. firm w Unii Europejskiej oraz dużych spółek spoza UE działających na wspólnym rynku. W przypadku CSDDD zakres zawężono o około 70%, wprowadzając nowe progi: 1,5 miliarda euro przychodu i 5 000 pracowników. Liczba zobowiązanych spółek spada z szacowanych 13 tys. do około 3–4 tys.

Kulisy tej zmiany ujawniają silny wpływ lobby biznesowego i części państw członkowskich, które od miesięcy ostrzegały, że rosnące wymogi sprawozdawcze duszą konkurencyjność, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw. Komisja Europejska przyjęła tę argumentację i zaproponowała uproszczenie przepisów w trybie przyspieszonym. Instytucje unijne podkreślają, że chodzi o redukcję biurokracji, a nie całkowitą deregulację. Jednak skutki są daleko idące. Wejście w życie CSDDD przesunięto]] co daje firmom dodatkowy rok na przygotowanie systemów należytej staranności w łańcuchach dostaw. Z CSDDD całkowicie usunięto obowiązek opracowania planu transformacji klimatycznej – ten wymóg pozostaje jedynie w CSRD, w standardzie E1. W praktyce oznacza to, że odpowiedzialność za spójne planowanie dekarbonizacji spoczywa głównie na spółkach raportujących według standardów EFRAG, a nie na całej gospodarce.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów pakietu jest ograniczenie zakresu CSDDD wobec sektora finansowego. Większość banków i ubezpieczycieli wypada z ujednoliconych wymogów due diligence w obszarze ESG, co grozi powstaniem mozaiki narodowych regulacji zamiast jednolitego rynku. Zapisano co prawda klauzulę przeglądową po 2027–2028 r., która teoretycznie pozwala ponownie poszerzyć zakres, ale tworzy to dla biznesu niepewność regulacyjną. Dla polskich firm oznacza to mniejsze koszty wdrożeń, zwłaszcza w sektorze MŚP, ale duże spółki – jak PKO BP, KGHM czy PZU – pozostają w pełnym reżimie CSRD i będą musiały wykazać się szczegółową analizą podwójnej istotności, planami redukcji emisji i przejrzystym łańcuchem dostaw.

Szerszy kontekst europejskiej deregulacji wyznaczył szczyt klimatyczny COP30 w brazylijskim Belém, który zakończył się na przełomie listopada i grudnia 2025 r. Uczestnicy przyjęli koncepcję tzw. globalnego „mutirão” – skoordynowanej akcji finansowania adaptacji klimatycznej. Uzgodnili polityczny cel potrojenia finansowania adaptacyjnego do 2035 r. w stosunku do obecnych poziomów, potrojenia finansowania adaptacji klimatycznej do 2035 r.[6] choć w tekście nie wskazano precyzyjnego roku bazowego. Obecnie szacuje się, że kraje rozwinięte kierują około 300 miliardów euro]] lecz eksperci przekonują, że potrzeby krajów rozwijających się wynoszą co najmniej 1,3 biliona euro rocznie do 2035 r. – na łagodzenie zmian klimatu, adaptację i zwiększanie odporności, z wyłączeniem Chin.

Jednocześnie negocjacje w sprawie odchodzenia od paliw kopalnych, zwłaszcza ropy, gazu i węgla, zakończyły się fiaskiem. Eksporterzy ropy zrzeszeni w OPEC oraz kraje silnie zależne od eksportu węgla zablokowali próby wpisania do dokumentu końcowego jasnej ścieżki wygaszania węglowodorów. Uzgodniono jedynie ogólne sformułowania zachęcające do „transition away” od paliw kopalnych, bez konkretnych dat i kamieni milowych. To poważny sygnał słabości globalnej koalicji klimatycznej. Po raz pierwszy w historii tekst decyzji COP wprost dopuszcza możliwość czasowego „przestrzelenia” celu 1,5°C, co sugeruje, że część społeczności międzynarodowej zaczyna przygotowywać się na świat cieplejszy niż zakładały paryskie ambicje.

Unia Europejska wykorzystała COP30 do ogłoszenia nowej, wzmocnionej krajowo określonej kontrybucji (NDC). Zobowiązała się do redukcji emisji gazów cieplarnianych o 66,25–72,5% do 2035 r. względem 1990 r. oraz do 90% redukcji netto do 2050 r. Dla Polski oznacza to konieczność przyspieszenia krajowej transformacji, zwłaszcza w elektroenergetyce i ciepłownictwie. Rozbudowa morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku, w tym projekty typu Baltic Power, zyskują strategiczne znaczenie. Polska otrzyma jednak niewiele bezpośrednich środków z nowego strumienia finansowania adaptacji, który z definicji ma trafiać przede wszystkim do najbardziej narażonych krajów afrykańskich i małych państw wyspiarskich. Odczuwalne będą za to globalne skutki ekonomiczne rosnącej liczby ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Jednym z najbardziej niepokojących trendów minionego tygodnia jest gwałtownie rosnące zużycie energii przez centra danych może wzrosnąć z obecnych około 2% światowego zużycia (około 536 TWh w 2025 r.) do nawet 1 065 TWh do 2030 r., jeśli tempo rozwoju AI utrzyma się na obecnym poziomie. około 536 TWh w 2025 r.[9] Oznacza to niemal podwojenie zużycia energii w zaledwie pięć lat. Same centra danych dedykowane sztucznej inteligencji mają już w 2026 r. pochłaniać około 90 TWh rocznie – niemal dziesięć razy więcej niż w 2022 r. W USA zapotrzebowanie na moc centrów danych może wzrosnąć z mniej niż 4 GW w 2024 r. do nawet 123 GW w 2035 r., czyli trzydziestokrotnie. 123 GW w 2035 r.[11]

Przyczyną jest gwałtowne rozprzestrzenianie się modeli generatywnych, takich jak ChatGPT czy inne duże modele językowe. Jedno zapytanie do takiego modelu zużywa od 10 do nawet 100 razy więcej energii niż klasyczne wyszukiwanie internetowe. Pojedynczy procesor graficzny wysokiej klasy pobiera około 1 200 W mocy, podczas gdy tradycyjny procesor CPU zużywa zaledwie około 200 W. Hiperskalowe centra danych wymagają przy tym niemal stuprocentowej niezawodności zasilania – poziomu 99,99% ciągłości, który większość istniejącej infrastruktury przesyłowej nie jest w stanie zapewnić bez ogromnych nakładów inwestycyjnych.

W praktyce globalny wyścig po moc i czystą energię przyspiesza. ChinyUSA i Europa szukają lokalizacji, w których można jednocześnie zapewnić tanią energię elektryczną, dużą dostępność odnawialnych źródeł energii oraz chłodny klimat sprzyjający obniżeniu kosztów klimatyzacji serwerowni. Przykładem strategicznych partnerstw jest 15‑letnia umowa między Google a Total. Energies na dostawy 1,5 TWh energii słonecznej rocznie z farmy w Montpelier w stanie Ohio, 1,5 TWh energii słonecznej rocznie[10] która ma przynosić francuskiemu koncernowi przychody rzędu 1,5 miliarda dolarów rocznie. Równolegle rosną inwestycje w nowe technologie, takie jak geotermalne elektrownie Fervo Energy, która pozyskała 462 miliony dolarów w rundzie finansowania serii E.

Dla Polski ten trend stanowi zarówno ryzyko, jak i szansę. Z jednej strony, gwałtowny wzrost popytu na energię ze strony centrów danych może podnieść ceny energii dla przemysłu i gospodarstw domowych, jeśli operatorzy nie zainwestują na czas w modernizację sieci przesyłowej i rozwój OZE. Polskie centra danych należące do globalnych graczy, takich jak Equinix czy Digital Realty, znajdą się pod rosnącą presją, by wykazywać niski ślad węglowy i gwarancję pochodzenia energii. Z drugiej strony Polska, korzystająca z importu gazu LNG z USA i posiadająca duży potencjał wiatrowy na Bałtyku, może stać się atrakcyjną lokalizacją dla nowych inwestycji w centra danych – pod warunkiem usprawnienia procedur przyłączeniowych i zwiększenia elastyczności sieci.

Skalę zagrożeń klimatycznych w minionym tygodniu boleśnie uwidoczniły katastrofalne powodzie. W Sri Lance cyklon Ditwah, który przeszedł nad krajem między 27 listopada a 8 grudnia, przyniósł ulewne deszcze i liczne osunięcia ziemi. Zginęło co najmniej 627 osób]] a około 190 uznano za zaginione. Łącznie powódź dotknęła około 2,18 miliona mieszkańców, czyli około jednej dziesiątej populacji kraju. Straty odnotowały wszystkie 25 okręgów administracyjnych. Największe żniwo śmierci powódź zebrała w regionach Kandy, Nuwara Elija i Badulla. Uszkodzono około 4 500 domów, zniszczono szpitale, szkoły i znaczne obszary upraw ryżu. W nadchodzących tygodniach kraj musi mierzyć się nie tylko z odbudową, lecz także z ryzykiem epidemii cholery, malarii i innych chorób zakaźnych, które szerzą się po powodziach.

Podobnie dramatyczny, choć mniej rozległy w skali, charakter miały powodzie w marokańskim mieście portowym Safi nad Atlantykiem. W ciągu zaledwie jednej godziny intensywne ulewy i sztorm zalały znaczną część miasta, powodując śmierć co najmniej 37 osób, śmierć co najmniej 37 osób[13] i zniszczenie około 70 budynków mieszkalnych. Woda porwała dziesiątki samochodów, a mieszkańcy oskarżają władze o wieloletnie zaniedbania w utrzymaniu systemów kanalizacyjnych i brak rozbudowy rezerwuarów retencyjnych. Eksperci podkreślają, że infrastruktura powstała w latach 50. i 60. XX wieku nie jest w stanie sprostać nowym, gwałtownym zjawiskom pogodowym.

Trzecim biegunem katastrof była rzeka atmosferyczna, która nawiedziła region Pacyfiku Północno‑Zachodniego w USA i w kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej między 8 a 17 grudnia. W ciągu tygodnia na obszarze wokół Puget Sound spadło ponad 5 bilionów galonów deszczu, spadło ponad 5 bilionów galonów deszczu[15] co doprowadziło do ewakuacji ponad 100 tysięcy osób. Poziom rzeki Skagit osiągnął rekordowe wartości, a w mieście Chilliwack odnotowano przynajmniej jedną ofiarę śmiertelną, gdy wiatr przewrócił drzewo na przechodnia. Firmy ubezpieczeniowe szacują, że rosnąca częstotliwość takich powodzi może zagrozić opłacalności ubezpieczeń mieszkaniowych dla setek tysięcy domów w regionie.

Naukowcy wskazują na wyraźny związek między tymi zjawiskami a ocieplającym się klimatem. Każdy dodatkowy stopień Celsjusza podnosi ilość pary wodnej w atmosferze o około 7%, co sprzyja intensywniejszym opadom. Zmiany w prądzie strumieniowym sprzyjają też częstszemu powstawaniu rzek atmosferycznych, które dawniej pojawiały się rzadko, a dziś atakują co kilka lat. W krajach o słabej infrastrukturze, takich jak Sri Lanka czy część miast w Maroku, skutki są katastrofalne. W Polsce nie obserwuje się rzek atmosferycznych tej skali, ale zmieniające się wzorce opadów już przyniosły dotkliwe susze w 2022 r. i lokalne powodzie w 2023 r. Oczekuje się, że koszty modernizacji wałów przeciwpowodziowych, zbiorników retencyjnych i systemów kanalizacyjnych w Polsce będą sięgały wielu miliardów euro w kolejnych dekadach.

Na europejskim rynku produktów rolnych i leśnych kluczową zmianą nadchodzących dni jest wejście w życie regulacji EUDR – rozporządzenia Unii Europejskiej dotyczącego produktów wolnych od odlesienia. Od 30 grudnia 2025 r. duże i średnie przedsiębiorstwa sprowadzające na rynek UE towary takie jak bydło, kakao, kawa, olej palmowy, guma, soja czy drewno będą musiały wykazać, że ich łańcuch dostaw nie prowadził do odlesiania po 31 grudnia 2020 r. Od 30 grudnia 2025 r.[16] W praktyce oznacza to obowiązek przeprowadzenia szczegółowej należytej staranności i udokumentowania pochodzenia surowców, często z wykorzystaniem danych geolokalizacyjnych. Komisja Europejska mimo nacisków części państw członkowskich utrzymała pierwotny termin wdrożenia, uznając, że system informatyczny EUDR działa już wystarczająco stabilnie.

Szacunki wskazują, że część krajów eksportujących może stracić znaczącą część obecnego dostępu do rynku unijnego. Indonezja – w przypadku oleju palmowego i kawy – może odnotować spadek eksportu do UE o 10–30%, co przekłada się na około 2–3 miliardy dolarów rocznie. Malezja może stracić około 1 miliarda dolarów przychodów z eksportu gumy. Pod presją znajdą się także drobni producenci kakao i kawy w krajach takich jak Peru czy Demokratyczna Republika Konga. Dla Polski skutki bezpośrednie będą ograniczone, ponieważ kraj nie jest dużym producentem towarów objętych EUDR, poza eksportem drewna z lasów zarządzanych w sposób zrównoważony. Odczuje jednak pośrednio wyższe ceny produktów, zwłaszcza kawy i czekolady. Prognozy wskazują, że detaliczne ceny tych towarów mogą wzrosnąć o 5–10%.

Z drugiej strony EUDR stwarza możliwości dla polskich firm specjalizujących się w certyfikacji i audycie, takich jak polskie oddziały SGS czy Bureau Veritas. Będą one mogły oferować swoje usługi importerom i dużym sieciom handlowym, które muszą udokumentować zgodność całych łańcuchów dostaw. To szansa na rozwój wyspecjalizowanych usług doradczych i technologicznych, w tym rozwiązań IT do śledzenia pochodzenia surowców.

Dane Eurostatu za trzeci kwartał 2025 r.]] Udział energii z odnawialnych źródeł w netto produkcji elektryczności sięgnął 49,3%, co oznacza wzrost o 3,8 punktu procentowego rok do roku. Strukturę produkcji z OZE tworzyły przede wszystkim instalacje fotowoltaiczne (38,3% udziału w miksie OZE), farmy wiatrowe (30,7%), elektrownie wodne (23,3%), biomasa (7,2%) i geotermia (0,5%). W czołówce znalazły się Dania z wynikiem 95,9%, Austria z 93,3% oraz Estonia z 85,6% udziału odnawialnych źródeł w produkcji energii elektrycznej.

Za tymi pozytywnymi wskaźnikami kryją się jednak niepokojące sygnały z rynku fotowoltaiki. Organizacja Solar. Power Europe ostrzegła, że w drugim kwartale 2025 r. zanotowano spadek tempa przyrostu nowych instalacji solarnych o 1,4%]] To pierwszy rok ujemnej dynamiki od 2015 r. Łączna zainstalowana moc fotowoltaiczna w Unii Europejskiej ma co prawda osiągnąć na koniec 2025 r. około 402 GW, czyli ponad zakładany na ten rok cel 400 GW, jednak roczny przyrost – prognozowane 64,2 GW wobec 65,1 GW w roku poprzednim – może okazać się niewystarczający do realizacji ambitnego celu 750 GW w 2030 r.

Główną barierą okazuje się niewystarczająca pojemność sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, brak magazynów energii oraz ostre rozgrywki cenowe w aukcjach na duże farmy słoneczne, szczególnie w Niemczech i we Włoszech. Spadające ceny energii z fotowoltaiki ścinają marże deweloperów i prowadzą do opóźnień kolejnych projektów. Wiatrowa energetyka – zarówno lądowa, jak i morska – utrzymuje lepsze tempo wzrostu, a w Niemczech produkcja energii z wiatru wzrosła w trzecim kwartale o 16% rok do roku. Dla Polski oznacza to, że kluczową rolę w realizacji unijnych celów klimatycznych odegrają projekty offshore na Bałtyku, które mogą dostarczyć nawet kilkanaście gigawatów mocy w kolejnych latach.

Kolejny front sporów klimatycznych otworzył się w USA, gdzie Donald Trump 3 grudnia 2025 r. ogłosił wycofanie]] System standardów CAFE (Corporate Average Fuel Economy) zostanie złagodzony tak, by do 2031 r. flotowa średnia efektywność paliwowa nowych samochodów osobowych i lekkich ciężarówek wyniosła około 34,5 MPG, zamiast planowanych wcześniej 50,4 MPG. Według Białego Domu oznacza to obniżenie kosztu przeciętnego auta o około 1 000 dolarów i oszczędności dla branży motoryzacyjnej liczone w ponad 1 miliardzie dolarów w okresie pięciu lat.

Trump, wspierany przez nowego sekretarza transportu Seana Duffy’ego, określił wcześniejsze normy jako „nierealistyczne” i oskarżył administrację Bidena o „wpychanie” producentów w stronę pojazdów elektrycznych „na siłę”. Atakował także koncepcję zielonej transformacji, nazywając ją „green new scam”. Według analiz, złagodzenie norm doprowadzi do dodatkowych emisji rzędu 22 111 ton CO2 rocznie do 2035 r. w porównaniu z planem Bidena, a także do utraty znacznych oszczędności paliwa, które w poprzednim scenariuszu mogły sięgnąć 23 miliardów dolarów oraz ograniczyć emisje o 710 milionów ton CO2 do 2050 r. Decyzja spotkała się z entuzjazmem części producentów samochodów – na ogłoszeniu pojawili się m.in. szefowie Forda i Stellantisa – oraz ostrą krytyką organizacji ekologicznych.

Wpływ tej decyzji na Polskę będzie pośredni, ale istotny. Europejski sektor motoryzacyjny, podlegający znacznie surowszym normom emisji CO2, może znaleźć się w trudniejszej pozycji konkurencyjnej wobec producentów amerykańskich na rynkach trzecich. Polskie fabryki produkujące komponenty i samochody elektryczne – jak zakłady montujące modele Fiat 500e – mogą odczuć skutki, jeśli popyt na pojazdy niskoemisyjne w USA spadnie. Jednocześnie decyzja Trumpa może zachęcić część globalnych koncernów do utrzymania większej oferty samochodów spalinowych, co utrudni dekarbonizację transportu także w Europie.

W sektorze korporacyjnym, istotny sygnał wyszedł z firmy Apple, która 9 grudnia ogłosiła, że Lisa Jackson]] Jackson kierowała strategiami klimatycznymi i społecznymi spółki przez 13 lat i uchodzi za jedną z głównych architektek programu redukcji emisji Apple. Według wewnętrznych danych jej zespół przyczynił się do uniknięcia około 6,2 miliona ton CO2e emisji w 2024 r. tylko dzięki inicjatywom materiałowym, a od 2015 r. łączne emisje firmy spadły o 60%.

Istotne zmiany regulacyjne pojawiły się także na poziomie stanowym w USA. W Kalifornii dziewiąty sąd apelacyjny 1 grudnia 2025 r. wydał tymczasowe postanowienie o wstrzymaniu stosowania ustawy SB 261, która nakładała na około 10 tysięcy spółek o przychodach powyżej 500 milionów dolarów rocznie obowiązek ujawniania finansowych ryzyk związanych ze zmianą klimatu już od 1 stycznia 2026 r. Dziewiąty sąd apelacyjny 1 grudnia 2025 r. wydał tymczasowe postanowienie[26] Organizacje biznesowe, w tym amerykańska Izba Handlowa, zaskarżyły ustawę, argumentując, że narusza ona Pierwszą Poprawkę do Konstytucji poprzez „wymuszone wypowiedzi” na przedsiębiorcach. Sąd pierwszej instancji odrzucił te zarzuty, lecz sąd apelacyjny uznał, że do rozpatrzenia sprawy potrzebne jest wstrzymanie egzekucji przepisów.

Jednocześnie inna kalifornijska ustawa – SB 253 – pozostaje w mocy. Nakazuje ona dużym firmom raportowanie emisji gazów cieplarnianych w zakresie Scope 1 i 2, a docelowo także Scope 3, z terminem pierwszych raportów w sierpniu 2026 r. Kalifornijska Rada Zasobów Powietrza (CARB) ogłosiła, że do czasu rozstrzygnięcia sporu nie będzie karać za niewykonanie SB 261, lecz egzekwowanie SB 253 będzie kontynuować. Różnica w podejściu sądów USA i ustawodawcy europejskiego – który szeroko wprowadza obowiązkowe raportowanie ESG – pokazuje rosnące rozbieżności między systemami prawnymi po obu stronach Atlantyku.

Na globalnym rynku finansowym rok 2025 staje się przełomowy dla instrumentów powiązanych ze zrównoważonym rozwojem. Wartość nowo wyemitowanych obligacji zielonych, społecznych, zrównoważonych i powiązanych ze wskaźnikami ESG ma przekroczyć 1 bilion dolarówma przekroczyć 1 bilion dolarów[27] Szczególnie dynamicznie rośnie segment zielonych obligacji na rynkach wschodzących, gdzie emisje zwiększyły się o około 45% do 209 miliardów dolarówTaiwan rozszerzył krajowe ramy obowiązujące dla zielonych obligacji o instrumenty związane z ochroną oceanów i zasobów wodnych.

Inwestorzy instytucjonalni, tacy jak fundusze emerytalne i towarzystwa ubezpieczeniowe, coraz częściej preferują instrumenty oznakowane jako zgodne z zasadami zrównoważonego finansowania, kierując się zarówno oceną ryzyka klimatycznego, jak i regulacjami takimi jak CSRD czy wytyczne Science Based Targets initiative (SBTi). Emitenci korzystają z niższych kosztów kapitału – zielone obligacje zazwyczaj pozwalają uzyskać o 0,5–1 punktu procentowego niższe oprocentowanie w porównaniu z obligacjami konwencjonalnymi. Dla Polski to szansa na sfinansowanie transformacji energetycznej, modernizacji sieci elektroenergetycznych i inwestycji adaptacyjnych poprzez emisję obligacji zielonych przez Skarb Państwa, banki rozwojowe i spółki energetyczne.

Wśród słabszych, ale znaczących sygnałów znalazły się informacje o dynamicznie rosnącej górze e‑odpadów. Świat produkuje już około 62 miliony ton elektrozłomu rocznie, a roczna stopa wzrostu wynosi około 2,7%. Recykling obejmuje zaledwie 32,5% tej masy, choć Unia Europejska i Indie należą do liderów odzysku. W UE dyrektywa WEEE wymaga odzysku przynajmniej 45% masy urządzeń, ale wiele krajów wciąż nie realizuje tego celu. Polska nie publikuje szczegółowych danych o krajowym poziomie recyklingu e‑odpadów, ale rosnące znaczenie tzw. urban mining – odzysku metali z odpadów miejskich – może w najbliższych latach stać się istotnym elementem polityki surowcowej.

Kazachstanu napłynęły informacje o około 6% spadku produkcji ropy naftowej po tym, jak sztorm na Morzu Kaspijskim uszkodził infrastrukturę naftociągu CPC. Do sieci nie trafia około 108 tysięcy baryłek dziennie. To kolejny przykład wrażliwości infrastruktury paliw kopalnych na ekstremalne zjawiska pogodowe. Z kolei Wietnam poinformował, że dzięki stopniowemu wycofywaniu substancji niszczących warstwę ozonową zaoszczędził od 1994 r. około 240 milionów ton CO2e ekwiwalentnych emisji. Kraj planuje całkowicie wycofać HCFC do 2040 r., ograniczając import tych substancji o 67,5% do 2029 r. Jednocześnie Wietnam importuje około 200 tysięcy ton tworzyw sztucznych rocznie z USA i Unii Europejskiej, a duża część recyklingu odbywa się w nieformalnych zakładach, które zagrażają lokalnym wodom gruntowym.

Na polskim rynku regulacyjnym coraz większą rolę odgrywa egzekwowanie przepisów przeciwko greenwashingowi. W Wielkiej Brytanii Urząd ds. Konkurencji i Rynków (CMA) od kwietnia 2025 r. może nakładać kary sięgające nawet 10% globalnego przychodu firmy za wprowadzające w błąd oświadczenia środowiskowe. W Unii Europejskiej prace nad dyrektywą dotyczącą roszczeń środowiskowych (Green Claims Directive) utknęły jednak w martwym punkcie, a Komisja Europejska wycofała pierwotną propozycję. Luka ta może doprowadzić do zróżnicowanych praktyk krajowych, także w Polsce, gdzie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów już teraz bada kampanie reklamowe dużych sieci i spółek energetycznych pod kątem wprowadzających w błąd haseł ekologicznych.

Kluczowy dla Polski rozwój nastąpił w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. 9 października Sejm uchwalił nowelizację ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych. Zmiany upraszczają procedury administracyjne, ułatwiają przekazywanie praw do lokalizacji i rozszerzają system wsparcia. Na 17 grudnia 2025 r. zaplanowano aukcje na nowe moce, sięgające nawet 4 GW. Koncern ORLEN ma otrzymać około 3,5 miliarda złotych z Krajowego Planu Odbudowy na realizację projektów Baltic Power i innych inwestycji na Bałtyku. Szacuje się, że tylko Baltic Power może dostarczyć około 3% krajowej produkcji energii elektrycznej już od 2026 r.

W szerszej perspektywie miniony tydzień wyznaczył kierunki na nadchodzące miesiące. Uproszczenie CSRD i CSDDD to połowiczne zwycięstwo biznesu, które zmniejszy obciążenia administracyjne, lecz jednocześnie osłabi przejrzystość danych ESG. Wejście w życie EUDR 30 grudnia będzie testem dla globalnych łańcuchów dostaw – od producentów kawy i kakao po wielkie koncerny spożywcze. W USA odwrót od ambitnych norm paliwowych utrudni globalną redukcję emisji z transportu, ale Unia Europejska prawdopodobnie utrzyma bardziej restrykcyjny kurs, licząc na przewagę technologiczną w sektorze pojazdów niskoemisyjnych.

Ekstremalne zjawiska pogodowe będą prawdopodobnie nasilać się szybciej niż tempo inwestycji adaptacyjnych. To wymusi na rządach, w tym na Warszawie, przyspieszenie modernizacji wałów przeciwpowodziowych, systemów retencji i infrastruktury krytycznej. Jednocześnie kryzys mocy dla centrów danych i sztucznej inteligencji może na trwałe zmienić mapę energetyczną świata – z nowymi korytarzami przesyłu energii, inwestycjami w geotermię głęboką i magazyny energii. Polska stoi przed wyborem: czy wykorzysta swoją pozycję w Unii Europejskiej, by przyciągnąć inwestycje w czystą energię i gospodarkę cyfrową, czy pozostanie w tyle, gdy Chiny i USA będą wyznaczać standardy nowej epoki energetycznej.

Udostępnij: